Już za tydzień obchodzić będziemy Walentynki- dzień, w którym bezkarnie i bezwstydnie możemy wyznawać sobie miłość. Temat jest sezonowy – jedni się zachwycają, jeszcze inni dostają mdłości na samą myśl o tak beznadziejnym i przereklamowanym dniu. Ja, przyznam szczerze, że nie należę do szerokiego grona fanów tego niby święta, które jest dla mnie strasznie wymuszone, komercyjne i przereklamowane. Walentynek nie uważam nawet za święto. Jest to tylko kolejny dzień w kalendarzu, który pozwala handlowcom sprzedawać coś, czego w innych okolicznościach nikomu by nie wcisnęli. Dla mnie jest to wymuszone społecznie celebrowanie miłości. Z czym mi się kojarzy? Z idiotycznymi komediami romantycznymi amerykańskiej produkcji (w roli głównej oczywiście Sandra Bullock), serduszkami, różem, śpiewającymi poduszkami, czekoladkami z napisem „kocham Cię” i z innymi bezużytecznymi przedmiotami, których widok przyprawia mnie o mdłości. Ogólnie chodzi o to, żeby było miło, słodko i romantycznie, więc robi się kiczowato.
Zupełnie nie rozumiem, czemu dzień zakochanych obchodzimy w lutym, najgorszym i najzimniejszym miesiącu w roku, a także czemu patronem dnia zakochanych jest Św. Walenty- patron epileptyków i umysłowo chorych. W naszej polskiej tradycji patronem zakochanych jest przecież św. Jan, a odpowiednikiem Walentynek jest Kupalnocka, czyli „Noc Świętojańska”, która jest dużo piękniejsza, a także bardziej zmysłowa i romantyczna.
Mimo mojej niesłabnącej awersji do Walentynek, życzę Wam, aby ten okropny dzień minął w miłej i przyjemnej atmosferze.

